Violetta była zaskoczona pytaniem zadanym przez małżonkę Ojca, złapała się za naszyjnik i pomyślała "Przecież on jest od Leona". Nie wiedziała za bardzo co ma odpowiedzieć.
-Violetto, zadałam ci pytanie.
Oznajmia poważnym głosem.
-To musi być jakaś pomyłka, ten naszyjnik dostałam od mojego chłopaka.
-Priscilla, może to po prostu dwa inne wisiorki.
Powiedział German, próbując uspokoić kobietę.
-Nie ja jestem pewna że to jest mój, Ludmiła czy nie widzisz podobieństwa?
Córka ozięble spoglądała na naszyjnik szatynki. Po sekundzie spoglądnęła na swoją Matkę mówiąc;
-Mamo, jestem pewna że to jakaś pomyłka. Sama widziałam jak Leon dawał Violi ten wisiorek.
-Doprawdy.. jeszcze wam udowodnię, jeszcze wam wszystkim udowodnię.
Za drzwiami czeka ją niespodzianka...
-Angie, wróciłaś! -Krzyczy na widok ciotki, i ją ściska.
-Ach Violu, nie uwierzysz jak bardzo brakowało mi, tych twoich uścisków.
Mówi Angie jeszcze bardziej ściskając siostrzenicę.
-Ale jak to możliwe że już wróciłaś? Przecież miałaś zagrać na fortepianie, w wielkim teatrze w następnym tygodniu.
Ciekawi się Violetta.
-Przyśpieszyli wszystko i występ odbył się już wzeszłym tygodniu.
-Czyli..
-Czyli już nigdzie nie wyjeżdżam!
Mówi uśmiechając się od ucha do ucha.
-Witaj Angie
Mówi German.
Angie zmarszczyła brwi, ale po chwili lekko się uśmiechnęła.
-Dzień dobry German.
To była dość nie zręczna sytuacja dla obojga z nich.
-Śmiało Angie, wejdź
Zachęca szatynka ciotkę
-Nie Violu, jest już dość późno, przyszłam się tylko przywitać gdyż do jura bym nie wtrzymała, to już zmykam. Śpij dobrze.
Uśmiecha się skromnie i odchodzi, Violetta zamyka drzwi, i spogląda nerwowym wzrokiem na Ojca.
-Co?
Pyta poruszając ramionami.
-Ty wiesz co..
Viola, odchodzi.
*Następnego dnia w domu Castillo*
Ludmiła nie spała połowę nocy, myśląc o Federico. Było jej bardzo zimno, po przez otwarte okno. Nie chciała go zamykać, wolała słuchać huraganu i kropel deszcz niż własne myśli.
Co cię rani dzisiaj, uczyni cię silniejszym jutro
****
~Ludmiła~
-Co mam z tym teraz zrobić? Przez głupi płacz moje oczy są niczym kula do kręgli, moje włosy są jednym wielkim chaosem a serce okrutną pustką. Miłość to chłam, przeliczana na ilość ran, które znam i które mam. Po co kochać? Jeśli można być szczęśliwym w swojej samotności...
Samotność sprawia że stajemy się
bardziej surowi dla siebie
a łagodniejsi dla innych
I jedno i drugie czyni nasz charakter lepszy...
****
*Tymczasem nieopodal studia*
Francesca szła powolnie, w stronę studia, kiedy nagle dostała sms od rudowłosej przyjaciółki.
"Francesca przyjdź do parku, to pilne!!!"
Brunetka była zaniepokojona wiadomością od przyjaciółki i szybkim krokiem poszła w stronę parku.
Dziewczyna była już nieopodal, kiedy nagle ktoś ją uniósł, dziewczyna przerażona, od razu patrzy kto to. To był Marco. Francesca od razu się ze złościła.
-Marco, puszczaj to nie jest śmieszne.
Lecz chłopak nie ulega, i nadal trzyma dziewczynę idąc przed siebie.
-Czy ty już do reszty oszalałeś? Marco puszczaj mnie!
Brunetka próbuje jakoś zeskoczyć lecz na próżno, chłopak z byt mocno ją trzyma.
Po paru chwilach, docierają na plaże na której Marco już ją puszcza.
-No w końcu, nie wiem po co mnie tutaj przyciągnąłeś ale wiedz że nie podoba mi się to.
Chłopak nie zważając na to co mówi Francesca, powiedział;
-Czy masz ochotę zasmakować dziś nieba i wypłynąć ze mną w przygodę?
-Eee?
Brunet starał się być romantyczny, ale Francesce to nie obchodziło, udawała bezinteresowną żeby zostawił ją w końcu w spokoju.
Nagle nie daleko nich przypływa pięknie okazała łódź. Francesca od razu zatopiła wrok na cudowny pływający okręt. Marco podszedł do niej bliżej.
-Czy masz ochotę zasmakować dziś nieba i wypłynąć ze mną w przygodę?
Powtórzył omiatając jej ucho ciepłem. Brunetka popatrzyła na chłopaka, była oczarowana, uśmiech na jej twarzy namalował się w sekundę. On spojrzał głęboko w jej lśniące oczy, i lekkim ruchem ręki odgarną jej kosmyk włosa z twarzy.
-Oczywiście że tak, ale..
-Nic już nie mów, dziś słuchamy tylko to co morze ma nam do powiedzenia.
Brunetka nie wiedziała jak na to zareagować
*W studio*
-Hej Cami -Mówi Viola, do przyjaciółki -Widziałaś Fran?
-Nie, ale wiem gdzie jest..
-Gdzie?
Pyta zaciekawiona szatynka. Kiedy nagle do sali wpada Ludmiła, krzycząc na cały głos "Mam już dość!!!"
-Jest daleko, płynie sobie w romantyczny rejs z ukochanym, tymczasem my musimy wysłuchiwać żaleń Ludmiły.
-Nie mów tak, tym razem to na prawdę poważna sprawa.
-No ja to rozumiem, ale żeby tak wrzeszczeć.
Unosi głos Cami w stronę blondynki
-Oj no strasznie was przepraszam, ale jak go widzę to nie umiem się opanować
Blondynka się tłumaczy tymczasem, Viola odchodzi zauważając Leona.
-No w sumie Ludmiła, to i tak jestem zaskoczona twoim zachowaniem.
-To znaczy? Jeszcze tego brakowało żebyś ty mi mówiła jaka to ja jestem zła.
Blondynka zaczyna płakać, a Camila zauważając łzy Ludmiły, próbuje ją uspokoić
-Ludmiła nie oto mi chodziło, chodziło mi o to że jestem zaskoczona że ty nadal trzymasz się na nogach ja to pewnie od razu po takim czymś bym padła, zamknęła się w sobie i nie umiała z nikim rozmawiać, ale ty.. jesteś niezwykła. Prawdziwa z ciebie kobieta, aż pozazdrościć.
Rudowłosa uśmiechnęła się serdecznym uśmiechem do blondynki, która ze łzami w oczach się w nią wtuliła. Ludmiła pierwszy raz usłyszała tak miłe słowa od Camili.
-A teraz już nie płacz, będziesz wyglądać jak klaun. -Zaśmiały się- Chyba nie chcesz żeby cię ktoś zobaczył w takim stanie?
Ludmiła uśmiechnęła się, ale po chwili spoważniała. Wytarła łzy i podziękowała Camile, po czym odeszła.
*W domu Castillo*
-Dzień dobry kochanie, jak spałaś?
Pyta czule German.
-Długo. Ale to może i dobrze, bo przemyślałam wiele rzeczy. Nie potrzebnie tak pochopnie powiedziałam Violettcie że ukradła mi wisiorek, tym samym uznając ją za złodziejkę. Bardzo mi głupio, ona za pewne mi tego nie wybaczy.
Zamartwia się Priscilla.
-No coś ty, Violetta cię uwielbia, nie umiałaby się znienawidzić. Co prawda, pochopnie ją oceniłaś, ale ja rozumiem twoje zachowanie.
-Doprawdy?
Pyta zaciekawiona.
-Tak, jeśli dla mnie również było by coś bardzo ważne za pewne też bym reagował tak a nie inaczej.
-Ach German, tak bardzo ci dziękuję. Jesteś na prawdę kochany.
Prisicilla całuje ukochanego w policzek i odchodzi do kuchni.
*Tymczasem w studio*
Camila włączyła sobie podkład i zaczęła śpiewać;
Algo suena en vos
Es tan distinto y fantástico
Suena el instinto,
Baila tu corazón,
Mueve tu cuerpo, muévelo
Encuentro todo en mi música
Porque estoy siempre bailando
Yo necesito que mi música
Me diga que estoy buscando,
buscando en mí
Nagle do sali przychodzi listonosz.
-Ach, Natalia!
Krzyczy listonosz w stronę Camili.
-Do mnie pan mówi?
-Tak Naty, nigdzie nie mogłem ciebie znaleźć. Mam dla ciebie ten pilny list, czy nadal nikomu o tym nie powiedziałaś?
Camila, chciała się przyznać lecz zaraz gdy usłyszała "Czy nadal nikomu nie powiedziałaś?" ciekawość zaczęła ją zżerać i postanowiła, sprawdzić cóż za wiadomość kryje się w kopercie.
-Tak, tak jeszcze nic nikomu nie powiedziałam. To będzie niespodzianka.
Powiedziała grając, lecz mężczyzna krzywo na nią spojrzał.
-To raczej z lekka dziwna niespodzianka, ale no nic miło mi ciebie było w końcu poznać. Mój szef na prawdę wiele o tobie opowiada. To do zobaczenia, i powrotu do zdrowia..
Listonosz odchodzi, a rudowłosa próbuje otworzyć list. Wacha się trochę bo wie że źle robi, ale w końcu postanawia otworzyć kopertę.
-Wyniki pobrania krwi?
Czyta na głos.
-Nie wierzę.
Mówi ze łzami w oczach.
*Tymczasem na plaży*
Marco i Francesca spacerują po plaży, a woda otula ich stopy przyjemnym ciepłem.
-Marco, na prawdę bardzo ci dziękuję. Wszystko tak się toczyło, że byłam bliska powiedzenia ci żegnaj. Bardzo się cieszę że wszystko ułożyło się tak a nie inaczej.
Brunetka przytuliła Marco.
-Tak bardzo cię kocham
Francesca popatrzyła na niego ze wzruszeniem i ponownie się w niego wtuliła.
Wracali już powoli, do studia, na całe szczęście ominęła ich tylko jedna lekcja. Marco nagle zawrócił, oznajmił dziewczynie że zapomniał telefonu z łodzi, ona zaśmiała się i szła dalej. Nagle zauważyła Diego, idącego do studia.
-Diego! - Zawołała go, chłopak od razu po usłyszeniu jej głosu obejrzał się i uśmiechną. Brunetka sama nie wiedziała co robi, jest z Marco, ale Diego też jest jej bliski.
-Fran, co u ciebie
-Nudy jak zawsze... -Nie umiała powiedzieć mu tego że pogodziła się z Marco, nie chciała go zranić, chodź i tak wiedziała że musi. -A u ciebie?
-U mnie dobrze, a nawet i jeszcze lepiej
-A cóż takiego przyprawiło cię o taki dobry humor?
-Ty Francesca... -Brunetka czuła jak jej policzki się rumienią, chłopak się do niej przybliżył- chciałem ci powiedzieć to już od dłuższego czasu, bardzo mi się podobasz, i wiem że nie powinienem był zakochiwać się w dziewczynie najlepszego kumpla, ale poczułem taką małą iskrę nadziei, że może jest dla mnie szansa. Że warto spróbować, w końcu życie jest takie krótkie... chociaż wydaje mi się że gdybym mógł je z tobą spędzić stanęło by w jednej chwili. Może nawet i teraz.
Brunet nie mógł już się opanować, był co raz bliżej Francesci.. czy ona tego chciała? Skoro go nie odpychała to najwidoczniej nie miała nic przeciwko.
-Diego!
Francesca i Diego odwracają się, nieopodal nich stoi Marco...
*W studio*
Federico szedł do sali, kiedy nagle, jakaś kobieta na niego wpadła... okazało się że to Ludmiła, wydawała się mu taka obca, pierwszy raz byli oni aż tak sobie oddaleni, nienawidzili się ale kochali, byli ze sobą szczęśliwi ale smutni, ich uczucie było jak z pięknych opowieści o księżniczce i księciu, lecz oni wobec siebie byli jak dwa żrące się koty, zepsuci i bez duszni.
-Co się tak pchasz Federico, co ty sobie wyobrażasz?
Federico się zaśmiał.
-Ludmiła czy ty znowu chcesz toczyć bitwę? Ja na prawdę nie chce żebyś cierpiała.
-Ach, no miło słyszeć. Ty w końcu jesteś taki cudowny -mówiła żartem - i o wszystkich i o wszystko się troszczysz. Pfff wiesz Federico, ja ci powiem szczerze że chce abyś cierpiał, oby tylko ziemia się pod tobą zawaliła i żebyś wpadł do miejsca w którym tacy "cudowni" ludzie jak ty zdychają! Nie chcę cię już oglądać, nie chcę cię słuchać. Mam cię po prostu
-Ale..
-Nie, nie... teraz ja mówię! Wiedz że wczoraj zdałam sobie sprawę że tak na prawdę cię nie kocham i nigdy nie kochałam bo nikt nie mógłby kochać tak bezdusznej osoby jak ty!
Czuła się bezradna, usiadła na ławkę, kiedy nagle poczuła jak ktoś obejmuje jej szyję...
Konie 3 chapteru!!! :) Sądzę że się podobało ;)
A w następnym;
Naty ląduje w szpitalu, co się stało?
Francesca chce poważnie porozmawiać z Marco, czy zostawi go dla Diego?
Violetta, dowiaduje się że Leon regularnie widuje się z inną dziewczyną, czyżby miał nową sympatię?
Następny rozdział już 11.08 a jeśli doczekam się chociaż jednego komentarza będzie już dzisiaj ;)
Pozdrawiam :*
Ślicznie kochanie :) jestem pod wielkim wrażeniem :)
OdpowiedzUsuń