Nie wystarczy tylko istniec

niedziela, 10 sierpnia 2014

Fałszywa miłość, jest gorsza niż prawdziwa nienawiść



~Ludmiła~
Zacisnęłam wargę, i lekko przekręciłam głowę. Ujrzałam Federico, wyglądał na smutnego, ale mimo tego smutku, uśmiechną się w moją stronę. Ten uśmiech mówił "wszystko będzie dobrze" lecz ja obawiałam się każdej sekundy, a jeśli znów powiem coś nie tak? Byłam szczęśliwa, ale i też zła.. na siebie. Gdyby nie ja to wszystko było by w porządku, zawsze muszę coś skomplikować i wszystko popsuć. Jestem jak potwór. Niszczę wszystko co daje mi szczęście i krzywdzę tych których kocham najbardziej.
-Ludmiła, czy wszystko w porządku? - Powiedział z troską w głosie, chciałam mu powiedzieć to jak bardzo go przepraszam , lecz nie umiałam..
-Tak.. -wydusiłam z siebie tylko jedno słowo, byłam roztrzęsiona, moje ręce zamieniały się w lód a zimne krople deszczu powodowały mój płacz.


Gdy człowiek płacze nie oznacza to że jest on słaby.
Po prostu brakuje mu słów aby opisać ból zjadający go od środka
                            
                                                                          ****
                                                         
-Ludmiła, nie przejmuj się wszystko będzie dobrze- stanął naprzeciwko mnie i wpatrywał się w mój smutek. Stał tak bezbronnie, ukołysany wiatrem, szelestem liści i przygaszony cieniem chmur. Schylił się lekko, i popatrzył na mnie, ja nie miałam odwagi by spojrzeć na niego, lekko przychyliłam głowę a włosy otuliły moją twarz tym samym zasłaniając go. Przymknęłam lekko oczy a on usiadł obok mnie, przełożył rękę przez moją głowę.. Nie wiedziałam co zrobić, po prostu nie miałam pojęcia, przepełniona strachem obróciłam się i spojrzałam w jego oczy, w których było widać to jak bardzo on mnie kocha... wzięłam głęboki wdech i wtuliłam się w jego ramiona.
-Tak bardzo cię przepraszam Federico.. -Powiedziałam cała zapłakana, on otulił mnie i uciszał, bym już nie płakała, lecz ja nawet na chwilę nie mogłam przestać.


*Tymczasem blisko studia*
Diego był tylko kilka milimetrów by zasmakować ust Fran, lecz nagle oboje usłyszeli wołanie;
-Diego!
To Marco wołał, swego przyjaciela. Oboje szybko się od siebie odsunęli. Brunet przybiegł do nich, a Francesca uśmiechnęła się zrównując wzrok z ziemią, miała nadzieje że chłopak nic nie widział.
-Marco, wszystko ci wyjaśnię...
Diego nie wiedząc że Fran i Marco się już pogodzili, próbuje powiedzieć przyjacielowi, o tłumionych przez niego uczuciach, lecz Francesca czym prędzej reaguje;
-No tak, właśnie opowiadałam Diego jak to się dzisiaj wysiliłeś.
Brunetka wtula się w Marco, ma tylko nadzieję że Diego nie będzie czuł się urażony, lecz on popatrzył się na nią zagubionym wzrokiem, który oznajmił dziewczynie że zraniła jego uczucia.
-No widzisz Diego, a ty we mnie wątpiłeś.
Powiedział Marco
-Heh.. no masz rację
Diego lekko się uśmiechną, i skierował wzrok na Fran. Jej oczy zaczęły się błyszczeć, uroniła kilka łez. Lecz Diego nie specjalnie to obchodziło, a Marco nawet nie zauważył.
-Idziemy już kochanie?
Pyta z uśmiechem Marco
-Tak, tak
Brunetka odpowiada, i oboje odchodzą.. Diego zostaje sam, w swojej smutnej samotności. Trudno mu było pogodzić się z tym iż już na zawsze musi zapomnieć o brunetce.


*W studio*
Camila, wychodzi z sali, i postanawia poszukać Naty. Jest bardzo za niepojona, tym co się dowiedziała i nie umie poradzić sobie z burzącymi w niej emocjami.
-Cami, co się dzieje?
Pyta zaniepokojony Maxi widząc że rudowłosa jest czymś przejęta.
-Widziałeś gdzieś Naty? Bardzo pilnie potrzebuję ją znaleźć.
-A do czego ci ona?
-Po prostu potrzebuję ją widzieć, widziałeś ją?
-Tak mijałem się z nią przed studio.
Cami od razu po usłyszeniu odpowiedzi przyjaciela, wyleciała przed studio. Zaczęła się rozglądać za Natalią, lecz nie mogła jej dojrzeć.
-Camila, co się z tobą dzieje?
Pyta brunet, wylatując za nią przed studio.
-Maxi nie rozumiesz, twojej dziewczynie grozi nie bezpieczeństwo!
-Co?
-Naty jest poważnie chora i w każdej chwili może stracić przytomność co więcej, może ją stracić i już nigdy się nie wybudzić!
Panikuje dziewczyna, Maxi od razu zaczyna wpadać w szał.
-Musimy ją koniecznie znaleźć!
Mówi unosząc głos.
-No wiesz nigdy bym na to nie wpadła.
Odparła ironicznie, po czym oboje pobiegli jej szukać.

Ze studia wychodzi Violetta wraz z Leonem
-Gdzie są wszyscy? Nie ma Fran, Cami, Maxiego... nikogo.
Mówi gestując rękoma szatynka.
-Przecież ja jestem.
Dodaje żartobliwie Leon, Violetta się uśmiecha ale po chwili spoważniała.
-Po prostu, za pewne zaraz gdzieś pójdziesz a ja zostanę się sama.
-Nie martw się, przecież cię nie zostawię.
Chłopak uśmiechną się, jego uśmiech od razu rozweselił szatynkę. Nagle, Leon poczuł wibracje w jego lewej kieszeni, prędko chwycił za telefon po czym go odebrał i odszedł. Violetta popatrzyła na niego i przewróciła oczami "Przecież cię nie zostawię" wspomniała, i zauważając Diego, podeszła do niego.
-Hej Diego.
Chłopak patrzy na nią i uśmiechnął się smutkiem.
-Wiesz Violetta, nigdy nie chciałem rozpadu czyjegoś związku, nawet za ciebie i Leona trzymałem kciuki.. do puki się na prawdę nie zakochałem.
Powiedział opuszczając wzrok na dół i odchodząc, szatynka patrzyła na niego ze zdziwieniem. Zaczęła się przejmować długą nieobecnością partnera, i zaczęła go szukać.


*W Parku*
Ludmiła swobodnie leżała na kolanach Federico, a on wpatrywał się w nią jak w obrazek.
-Jesteś taka piękna.
Nieustannie jej to powtarzał, a ona za każdym razem się uśmiechała i zaprzeczała.
Szatyn odgarną kosmyk włosa z twarzy blondynki, jego dotyk przyprawiał Ludmiłę o dreszcze.
-Federico próbuję rozwikłać pewną zagadkę -Blondynka usiadła- lecz jest ona zbyt trudna.
-Powiedz, może ci jakoś doradzę.
Ludmiła lekko się uśmiechnęła i zaczęła mówić;
-Czym tak właściwie jest miłość? Wiem że to piękne uczucie, ale nie mogę nadal tego zrozumieć.- Szatyn się zaśmiał- Nie śmiej się -powiedziała oburzona- ja po prostu chcę wiedzieć, czy na pewno czuję do ciebie cos wyjątkowego.
-Miłość?
Zapytał, tym razem już z powagą.
-Tak
-Miłość.. to spacer podczas drobniutkiego deszczu. -Blondynka popatrzyła na niego ze zdziwieniem -Idziesz, idziesz i dopiero po czasie orientujesz się że przemokłeś do końca.
Uśmiechną się do niej, a ona do niego.


*W studio*
-Marco, musimy porozmawiać.
Mówi zamartwiona Fran.
-Co się dzieje?
Nagle brunetka zauważa Diego stojącego nieopodal nich i spoglądającego na nią. Zrobiło się jej bardzo przykro.
-Marco, to nie może tak być.
Powiedziała, ze łzami w oczach.
-Ale o czym ty mówisz Fran?
-Ja nie mogę cię tak dłużej okłamywać, wiedz że od pewnego czasu moje uczucia się kompletnie pozmieniały. -Chłopak spojrzał na nią z niepewnością -Wszystko tak szybko się zmienia i ja...
Brunetka nie umiała dokończyć.
-Francesca, proszę dokończ.
Marco, obejmuje partnerkę i dodaje jej otuchy.
-Marco, ja próbuję ci powiedzieć że..
-Bardzo cię kocha -przerywa Francesce Diego - a jej uczucia się zmieniły w związku z tym że co raz to bardziej cię kocha. To właśnie mi dzisiaj powiedziała.
Marco uśmiechną się do dziewczyny a ona nie za bardzo rozumiała co się dzieje. Dlaczego Diego to powiedział? Przecież on ją kocha, i chce on ją widzieć w ramionach innego?
-Ach Fran, ja też cię bardzo kocham.
Brunetka uśmiechnęła się do Marco, a on ją przytulił.
-Marco, czy mógłbyś zostawić mnie i Diego?
Pyta z nadzieją, a chłopak od razu odchodzi nic nie zauważając.
Diego odwraca głowę w przeciwną stronę, wstydzi się spojrzeć na ukochaną.
-Diego, dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego nie dałeś mi powiedzieć prawdy?
Francesca wyczekuje odpowiedzi, od bruneta lecz on nie reaguje. -Dlaczego tak bardzo próbujesz się zranić?
-Dla ciebie Fran! -Chłopak unosi głos, i kuca przed brunetką -bo cię kocham, i zależy mi na twoim szczęściu!
-Diego, a kto powiedział że jestem szczęśliwa z Marco?
Mówi ze łzami w oczach.
-Przecież widzę jak na siebie patrzycie! Nie rozumiesz? Ze mną w życiu nie zaznasz szczęścia! Zawsze będziesz nie szczęśliwa, pamiętasz kłótnie twoje i Marco? Jeśli mielibyśmy być razem nasze były by boleśniejsze i sto razy gorsze!
-Diego, nie wiesz co mówisz
-To ty nie wiesz co czujesz, a ja tylko chce żebyś była szczęśliwa, to tyle.
Diego odchodzi, a Fran płacze i ociera ręką łzy spływające jej po policzkach jednocześnie rozmazując jej obraz.




*Tymczasem niedaleko studia*
-I co Maxi, znalazłeś ją?
Dopytuje się Camila jednocześnie zamartwiając się.
-Nie, wszędzie pustka..
Rudowłosa zesmutniała, kiedy nagle zauważyła wyczekiwaną przez nią twarz.
-Naty!
Zawołała biegnąc w stroną brunetki.
-O cześć, a co wy macie takie miny? Jakby ktoś umierał..
Maxi i Cami spojrzeli na siebie. Co zmartwiło Naty.
-Na serio ktoś umiera? Oby tylko nie Ludmiła.
Naty próbuje uciec, z myślą że jej przyjaciółce coś się dzieje. Ale Maxi w samą porę ją zatrzymuje i mówi;
-Naty, mamy do pogadania.
Natalia rozszerza wzrok, i zaczyna panikować.
-Wiedziałam... ja po prostu wiedziałam.
Camila z myślą że brunetka dowiedziała się że wiedzą o jej chorobie uspokaja Naty.
-Naty, wszystko będzie dobrze, jesteśmy z tobą.
-Tak, ty jesteś owszem. Ale Maxi nie.
-Co?
Chłopak patrzy na nią ze zdziwieniem.
-Naty ja zawsze będę przy tobie.
Chłopak przytula partnerkę.
-Ale teraz już nie będziesz
-O czym ty mówisz Naty?
Dopytuje się rudowłosa przyjaciółka.
-No przecież Maxi chce ze mną zerwać.
Mówi gestując rękoma.
-Nie Naty...
Brunet nie dokańcza gdyż widzi że Natalii coś się dzieje. Dziewczyn unosi głowę do góry, i zamyka oczy, po czym opada w ręce Maxiego. Camila i Maxi są przerażeni tym co dzieje się z dziewczyną i czym prędzej powiadamiają karetkę.



*Tymczasem w studio*
Fran ocierała już ostatnie krople łez, kiedy nagle podeszła do niej Vilu, i zauważając że przyjaciółka płakała zaczyna się dopytywać.
-Fran, czy wszystko w porządku? Co się dzieje?
Brunetka powoli unosi głowę.
-Violu wszystko się dzieje! Móje życie to jedna wielka porażka.
-Nie mów tak. Co się stało?
Szatynka siada obok przyjaciółki.
-Po prostu od pewnego czasu ja i Diego darzymy się pewnym uczuciem. Ale pogodziłam się dzisiaj z Marco i wszystko się pomieszało!
Unosi głos, a Viola ja otula, kiedy nagle przychodzi Marco.
-Hej Fran, czy wszystko w porządku?
Dopytuje się troskliwie.
-Nie, nie po prostu się dzisiaj nie widziałyśmy.
Mówi Fran, na co Viola przytakuje i odchodzi zauważając Leona.

Podchodzi ona co raz bliżej, nagle słyszy jak Leon unosi głos do słuchawki. Postanawia podsłuchać rozmowę;
-Izabelo obiecuję ci że jutro spotkamy się tak jak zawsze, dzisiaj po prostu nie miałem czasu.

Violetta gdy usłyszała wypowiedziane zdanie przez Leona zaczęła się niepokoić "A Jeśli nie jest wobec mnie szczery?" obawiała się najgorszego.


Koniec! :)
A co w następnym rozdziale?
Priscilla widzi jak to German bawi się świetnie z Angie, co to może oznaczać?
Ludmiła bardzo boi się o przyjaciółkę, co zrobi?
Francesca spotyka się po kryjomu z Diego, mówiąc Marco że idzie do Violetty, jak zareaguje na kłamstwo partnerki Marco jeśli się dowie?
Zapraszam na kolejny rozdział który już 12.08 :) :* A jeśli się wyrobię to nawet i dzisiaj
Buziaki :**

sobota, 9 sierpnia 2014

Deszcze jest jak kamuflasz, można ukryć w nim łzy



Violetta była zaskoczona pytaniem zadanym przez małżonkę Ojca, złapała się za naszyjnik i pomyślała "Przecież on jest od Leona". Nie wiedziała za bardzo co ma odpowiedzieć.
-Violetto, zadałam ci pytanie.
Oznajmia poważnym głosem.
-To musi być jakaś pomyłka, ten naszyjnik dostałam od mojego chłopaka.
-Priscilla, może to po prostu dwa inne wisiorki.
Powiedział German, próbując uspokoić kobietę.
-Nie ja jestem pewna że to jest mój, Ludmiła czy nie widzisz podobieństwa?
Córka ozięble spoglądała na naszyjnik szatynki. Po sekundzie spoglądnęła na swoją Matkę mówiąc;
-Mamo, jestem pewna że to jakaś pomyłka. Sama widziałam jak Leon dawał Violi ten wisiorek.
-Doprawdy.. jeszcze wam udowodnię, jeszcze wam wszystkim udowodnię.
Priscilla odchodzi załamana tym że żaden z domowników jej nie wierzy. Nagle do domu Castillo zawitał pewien gość. Violetta słysząc pukanie podchodzi, wolnym krokiem.
Za drzwiami czeka ją niespodzianka...
-Angie, wróciłaś! -Krzyczy na widok ciotki, i ją ściska.
-Ach Violu, nie uwierzysz jak bardzo brakowało mi, tych twoich uścisków.
Mówi Angie jeszcze bardziej ściskając siostrzenicę.
-Ale jak to możliwe że już wróciłaś? Przecież miałaś zagrać na fortepianie, w wielkim teatrze w następnym tygodniu.
Ciekawi się Violetta.
-Przyśpieszyli wszystko i występ odbył się już wzeszłym tygodniu.
-Czyli..
-Czyli już nigdzie nie wyjeżdżam!
Mówi uśmiechając się od ucha do ucha.
-Witaj Angie
Mówi German.
Angie zmarszczyła brwi, ale po chwili lekko się uśmiechnęła.
-Dzień dobry German.
To była dość nie zręczna sytuacja dla obojga z nich.
-Śmiało Angie, wejdź
Zachęca szatynka ciotkę
-Nie Violu, jest już dość późno, przyszłam się tylko przywitać gdyż do jura bym nie wtrzymała, to  już zmykam. Śpij dobrze.
Uśmiecha się skromnie i odchodzi, Violetta zamyka drzwi, i spogląda nerwowym wzrokiem na Ojca.
-Co?
Pyta poruszając ramionami.
-Ty wiesz co..
Viola, odchodzi.


*Następnego dnia w domu Castillo*
Ludmiła nie spała połowę nocy, myśląc o Federico. Było jej bardzo zimno, po przez otwarte okno. Nie chciała go zamykać, wolała słuchać huraganu i kropel deszcz niż własne myśli.


Co cię rani dzisiaj, uczyni cię silniejszym jutro
                                                                              ****
~Ludmiła~
-Co mam z tym teraz zrobić? Przez głupi płacz moje oczy są niczym kula do kręgli, moje włosy są jednym wielkim chaosem a serce okrutną pustką. Miłość to chłam, przeliczana na ilość ran, które znam i które mam. Po co kochać? Jeśli można być szczęśliwym w swojej samotności...

Samotność sprawia że stajemy się
bardziej surowi dla siebie
a łagodniejsi dla innych
I jedno i drugie czyni nasz charakter lepszy...
                                                                               ****
*Tymczasem nieopodal studia*
Francesca szła powolnie, w stronę studia, kiedy nagle dostała sms od rudowłosej przyjaciółki.
"Francesca przyjdź do parku, to pilne!!!"
Brunetka była zaniepokojona wiadomością od przyjaciółki i szybkim krokiem poszła w stronę parku.
Dziewczyna była już nieopodal, kiedy nagle ktoś ją uniósł, dziewczyna przerażona, od razu patrzy kto to. To był Marco. Francesca od razu się ze złościła.
-Marco, puszczaj to nie jest śmieszne.
Lecz chłopak nie ulega, i nadal trzyma dziewczynę idąc przed siebie.
-Czy ty już do reszty oszalałeś? Marco puszczaj  mnie!
Brunetka próbuje jakoś zeskoczyć lecz na próżno, chłopak z byt mocno ją trzyma.
Po paru chwilach, docierają na plaże na której Marco już ją puszcza.
-No w końcu, nie wiem po co mnie tutaj przyciągnąłeś ale wiedz że nie podoba mi się to.
Chłopak nie zważając na to co mówi Francesca, powiedział;
-Czy masz ochotę zasmakować dziś nieba i wypłynąć ze mną w przygodę?
-Eee?
Brunet starał się być romantyczny, ale Francesce to nie obchodziło, udawała bezinteresowną żeby zostawił ją w końcu w spokoju.
Nagle nie daleko nich przypływa pięknie okazała łódź. Francesca od razu zatopiła wrok na cudowny pływający okręt. Marco podszedł do niej bliżej.
-Czy masz ochotę zasmakować dziś nieba i wypłynąć ze mną w przygodę?
Powtórzył omiatając jej ucho ciepłem. Brunetka popatrzyła na chłopaka, była oczarowana, uśmiech na jej twarzy namalował się w sekundę. On spojrzał głęboko w jej lśniące oczy, i lekkim ruchem ręki odgarną jej kosmyk włosa z twarzy.
-Oczywiście że tak, ale..
-Nic już nie mów, dziś słuchamy tylko to co morze ma nam do powiedzenia.
Brunetka nie wiedziała jak na to zareagować


*W studio*
-Hej Cami -Mówi Viola, do przyjaciółki -Widziałaś Fran?
-Nie, ale wiem gdzie jest..
-Gdzie?
Pyta zaciekawiona szatynka. Kiedy nagle do sali wpada Ludmiła, krzycząc na cały głos "Mam już dość!!!"
-Jest daleko, płynie sobie w romantyczny rejs z ukochanym, tymczasem my musimy wysłuchiwać żaleń Ludmiły.
-Nie mów tak, tym razem to na prawdę poważna sprawa.
-No ja to rozumiem, ale żeby tak wrzeszczeć.
Unosi głos Cami w stronę blondynki
-Oj no strasznie was przepraszam, ale jak go widzę to nie umiem się opanować
Blondynka się tłumaczy tymczasem, Viola odchodzi zauważając Leona.
-No w sumie Ludmiła, to i tak jestem zaskoczona twoim zachowaniem.
-To znaczy? Jeszcze tego brakowało żebyś ty mi mówiła jaka to ja jestem zła.
Blondynka zaczyna płakać, a Camila zauważając łzy Ludmiły, próbuje ją uspokoić
-Ludmiła nie oto mi chodziło, chodziło mi o to że jestem zaskoczona że ty nadal trzymasz się na nogach ja to pewnie od razu po takim czymś bym padła, zamknęła się w sobie i nie umiała z nikim rozmawiać, ale ty.. jesteś niezwykła. Prawdziwa z ciebie kobieta, aż pozazdrościć.
Rudowłosa uśmiechnęła się serdecznym uśmiechem do blondynki, która ze łzami w oczach się w nią wtuliła. Ludmiła pierwszy raz usłyszała tak miłe słowa od Camili.
-A teraz już nie płacz, będziesz wyglądać jak klaun. -Zaśmiały się- Chyba nie chcesz żeby cię ktoś zobaczył w takim stanie?
Ludmiła uśmiechnęła się, ale po chwili spoważniała. Wytarła łzy i podziękowała Camile, po czym odeszła.


*W domu Castillo*
-Dzień dobry kochanie, jak spałaś?
Pyta czule German.
-Długo. Ale to może i dobrze, bo przemyślałam wiele rzeczy. Nie potrzebnie tak pochopnie powiedziałam Violettcie że ukradła mi wisiorek, tym samym uznając ją za złodziejkę. Bardzo mi głupio, ona za pewne mi tego nie wybaczy.
Zamartwia się Priscilla.
-No coś ty, Violetta cię uwielbia, nie umiałaby się znienawidzić. Co prawda, pochopnie ją oceniłaś, ale ja rozumiem twoje zachowanie.
-Doprawdy?
Pyta zaciekawiona.
-Tak, jeśli dla mnie również było by coś bardzo ważne za pewne też bym reagował tak a nie inaczej.
-Ach German, tak bardzo ci dziękuję. Jesteś na prawdę kochany.
Prisicilla całuje ukochanego w policzek i odchodzi do kuchni.


*Tymczasem w studio*
Camila włączyła sobie podkład i zaczęła śpiewać;

Algo suena en mí,
Algo suena en vos
Es tan distinto y fantástico
Suena el instinto,
Baila tu corazón,
Mueve tu cuerpo, muévelo

Encuentro todo en mi música
Porque estoy siempre bailando
Yo necesito que mi música
Me diga que estoy buscando,
buscando en mí

Nagle do sali przychodzi listonosz.
-Ach, Natalia!
Krzyczy listonosz w stronę Camili.
-Do mnie pan mówi?
-Tak Naty, nigdzie nie mogłem ciebie znaleźć. Mam dla ciebie ten pilny list, czy nadal nikomu o tym nie powiedziałaś?
Camila, chciała się przyznać lecz zaraz gdy usłyszała "Czy nadal nikomu nie powiedziałaś?" ciekawość zaczęła ją zżerać i postanowiła, sprawdzić cóż za wiadomość kryje się w kopercie.
-Tak, tak jeszcze nic nikomu nie powiedziałam. To będzie niespodzianka.
Powiedziała grając, lecz mężczyzna krzywo na nią spojrzał.
-To raczej z lekka dziwna niespodzianka, ale no nic miło mi ciebie było w końcu poznać. Mój szef na prawdę wiele o tobie opowiada. To do zobaczenia, i powrotu do zdrowia..
Listonosz odchodzi, a rudowłosa próbuje otworzyć list. Wacha się trochę bo wie że źle robi, ale w końcu postanawia otworzyć kopertę.
-Wyniki pobrania krwi?
Czyta na głos.
-Nie wierzę.
Mówi ze łzami w oczach.



*Tymczasem na plaży*
Marco i Francesca spacerują po plaży, a woda otula ich stopy przyjemnym ciepłem.
-Marco, na prawdę bardzo ci dziękuję. Wszystko tak się toczyło, że byłam bliska powiedzenia ci żegnaj. Bardzo się cieszę że wszystko ułożyło się tak a nie inaczej.
Brunetka przytuliła Marco.
-Fran to ja ci dziękuję, za to że jesteś i za to że mimo moich głupot i tak mi przebaczasz, to dla ciebie żyje, gdybyś odeszła, nie umiałbym już zaczerpnąć powietrza.
-Tak bardzo cię kocham
Francesca popatrzyła na niego ze wzruszeniem i ponownie się w niego wtuliła.

Wracali już powoli, do studia, na całe szczęście ominęła ich tylko jedna lekcja. Marco nagle zawrócił, oznajmił dziewczynie że zapomniał telefonu z łodzi, ona zaśmiała się i szła dalej. Nagle zauważyła Diego, idącego do studia.
-Diego! - Zawołała go, chłopak od razu po usłyszeniu jej głosu obejrzał się i uśmiechną. Brunetka sama nie wiedziała co robi, jest z Marco, ale Diego też jest jej bliski.
-Fran, co u ciebie
-Nudy jak zawsze... -Nie umiała powiedzieć mu tego że pogodziła się z Marco, nie chciała go zranić, chodź i tak wiedziała że musi. -A u ciebie?
-U mnie dobrze, a nawet i jeszcze lepiej
-A cóż takiego przyprawiło cię o taki dobry humor?
-Ty Francesca...  -Brunetka czuła jak jej policzki się rumienią, chłopak się do niej przybliżył- chciałem ci powiedzieć to już od dłuższego czasu, bardzo mi się podobasz, i wiem że nie powinienem był zakochiwać się w dziewczynie najlepszego kumpla, ale poczułem taką małą iskrę nadziei, że może jest dla mnie szansa. Że warto spróbować, w końcu życie jest takie krótkie... chociaż wydaje mi się że gdybym mógł je z tobą spędzić stanęło by w jednej chwili. Może nawet i teraz.
Brunet nie mógł już się opanować, był co raz bliżej Francesci.. czy ona tego chciała? Skoro go nie odpychała to najwidoczniej nie miała nic przeciwko.
-Diego!
Francesca i Diego odwracają się, nieopodal nich stoi Marco...




*W studio*
Federico szedł do sali, kiedy nagle, jakaś kobieta na niego wpadła... okazało się że to Ludmiła, wydawała się mu taka obca, pierwszy raz byli oni aż tak sobie oddaleni, nienawidzili się ale kochali, byli ze sobą szczęśliwi ale smutni, ich uczucie było jak z pięknych opowieści o księżniczce i księciu, lecz oni wobec siebie byli jak dwa żrące się koty, zepsuci i bez duszni.
-Co się tak pchasz Federico, co ty sobie wyobrażasz?
Federico się zaśmiał.
-Ludmiła czy ty znowu chcesz toczyć bitwę? Ja na prawdę nie chce żebyś cierpiała.
-Ach, no miło słyszeć. Ty w końcu jesteś taki cudowny -mówiła żartem - i o wszystkich i o wszystko się troszczysz. Pfff wiesz Federico, ja ci powiem szczerze że chce abyś cierpiał, oby tylko ziemia się pod tobą zawaliła i żebyś wpadł do miejsca w którym tacy "cudowni" ludzie jak ty zdychają! Nie chcę cię już oglądać, nie chcę cię słuchać. Mam cię po prostu
-Ale..
-Nie, nie... teraz ja mówię! Wiedz że wczoraj zdałam sobie sprawę że tak na prawdę cię nie kocham i nigdy nie kochałam bo nikt nie mógłby kochać tak bezdusznej osoby jak ty!
Ludmiła właśnie miała odejść, kiedy nagle, poczuła ból.. poczuła że musi uronić łzę. Właśnie skrzywdziła najważniejszą jej osobę, mimo tego że on w pewnym sensie sobie na to zasłużył ona czuła się potwornie. Odwróciła się, a jego już nie było. Jej serce waliło bardzo szybko, oddychała niespokojnie. Wybiegła szybko ze studia, postanowiła poszukać Federico. Biegła przez park, wzywając jego imię.. lecz na próżno. Następnie postanowiła obdzwonić parę osób, czy może wiedzą gdzie on jest.. lecz kolejny raz, na próżno. Nie wiedziała już co ma robić, zimne krople deszcze zaczęły opadać na jej bladą twarz. Wraz z jej łzami, spływały powoli, następnie rozpryskiwały się o glebę.
Czuła się bezradna, usiadła na ławkę, kiedy nagle poczuła jak ktoś obejmuje jej szyję...




Konie 3 chapteru!!! :) Sądzę że się podobało ;)
A w następnym;
Naty ląduje w szpitalu, co się stało?
Francesca chce poważnie porozmawiać z Marco, czy zostawi go dla Diego?
Violetta, dowiaduje się że Leon regularnie widuje się z inną dziewczyną, czyżby miał nową sympatię?
Następny rozdział już 11.08 a jeśli doczekam się chociaż jednego komentarza będzie już dzisiaj ;)
Pozdrawiam :*
  

piątek, 8 sierpnia 2014

Prawda o prawdzie jest taka, że rani, dlatego kłamiemy

 



Ludmiła leżała niczym kamień na łóżku, nie ruszała się, powoli oddychała, zapatrzona w sufit ze łzami w oczach. Cały czas sobie powtarzała "Nie możesz się poddawać, musisz żyć tak jak ty chcesz, a nie tak jak on chce"

Nie zmieniaj się dla kogoś
Pracuj nad sobą tylko i wyłącznie dla siebie
To ty masz popatrzeć w lustro i widzieć tego KIM JESTEŚ
A nie marionetką uszytą z LUDZKICH UPODOBAŃ

                                                                    ****
Blondynka, wsłuchiwała się w przyjemną ciszę, jedyne co słyszała to bicie swego serca, które biło jak dzwon kościelny. Nagle usłyszała, lekkie pukanie.
-Nie ma mnie! -burknęła
Kiedy nagle jej drzwi się uchyliły, a ona ujrzawszy twarz przyrodniej siostry, odwróciła się na drugą stronę łóżka.
-Ludmiła... czy wszystko w porządku?
-Było do puki nie przyszłaś - Powiedziała unosząc głos.
Violetta podeszła bliżej łóżka blondynki, siadając powiedziała;
-Wiesz że mi możesz wszystko powiedzieć - Po bladej twarzy blondynki poleciało kilka łez.

Czasami lepiej jest milczeć niż mówić innym co czujesz
To tylko bardziej boli że masz świadomość, że
oni cię słyszą ale nikt do końca nie jest w stanie
zrozumieć co przeżywasz

                                                                      ****
-Lepiej powiedz, czego chcesz?
Powiedziała czując wielką gulę w gardle.
-Nic, chciałam wiedzieć, czy wszystko z tobą w porządku, to tyle.
-Wiesz.. -uniosła głowę, lecz nadal nie spoglądała na szatynkę - tak właściwie to jest pewna rzecz o której chciałabym z tobą porozmawiać.
-To mów co cię gryzie, z wielką chęcią cię wysłucham -powiedziała uśmiechając się  prawdziwie z zaangażowaniem oczu.
Blondynka wzięła głęboki wdech, i usiadła na łóżko, chciała mówić lecz czuła się tak jakby nagle coś odjęło jej mowę. Nie umiała wydusić z siebie ani jednego słowa. Violetta widząc męczącą się dziewczynę, usiadła obok niej, zanurzyła wzrok w jej piwne oczy i już wiedziała co się dzieje. Ludmiła, spoglądnęła na podłogę, i zaczęła płakać, chodź tak bardzo chciała uniknąć łez, nie umiała nic zrobić by je powstrzymać, była po prostu bez silna. Szatynka położyła rękę na ramię blondynki, a ona czym prędzej się w nią wtuliła.



*Tym czasem w parku*
Diego siedział na ławce. Pobrzdąkiwał lekko na gitarze, porządkując wszystkie myśli jak w szufladach. Tymczasem przyszła do niego Francesca, przywitała się miło, i usiadła obok bruneta.
-Diego, muszę się ciebie w czymś doradzić.. 
Brunet spojrzał na nią, i odpowiedział;
-Mów śmiało, ja zawsze cię wysłucham.
Francesca uśmiechnęła się do niego tkliwym uśmiechem, i zaczęła mówić;
-Nie wiem co zrobić w sprawie z Marco, pisał on do mnie wczoraj cały czas smsy jak to bardzo mnie przeprasza, i że żąda ode mnie decyzji, związanej z moim i jego związkiem.. nie wiem co mam mu odpisać. Nawet nie wiem czy umiałabym nadal z nim przebywać a co dopiero być z nim w związku.
Diego uśmiechną się lekko, długo nie musiał zastanawiać co odpowiedzieć brunetce.
-Francesca, co ja ci mogę doradzić? Nie znam przecież w pełni twoich uczuć i nie wiem co myślisz, lecz wiem to że wraz z Marco często się kłócicie, sprawiacie sobie przykrość, a czy jest sens być z kimś z kim nie jesteś szczęśliwa?
Brunetka była oszołomiona, tym co powiedział do niej Diego... "On ma rację" pomyślała. Lecz, nie umiała znaleźć odpowiedzi na zadane pytanie; "Czy to ma sens?" Już sama nie wiedziała co ma o tym myśleć.


Nie wracaj do starej miłości
Dlaczego?
A jaki jest sens czytania tej samej
książki znając zakończenie?

                                                                            ****

-Dziękuję ci Diego, to co powiedziałeś dało mi wiele do myślenia, jesteś kochany.
Pocałowała go lekko w policzek i odeszła. Diego uśmiechną się sam do siebie, czuł się jakby w jego duszy zapachniały róże. Po chwili do Diego podszedł Marco.
-O nie ja nie rozmawiam z tobą, Maxi mi powiedział co zrobiłeś Francesce.
Powiedział nerwowo i próbował odejść.
-Diego zaczekaj
Zatrzymał się, zatrzymało go coś w środku, on nadal uważał Marco za bliskiego mu przyjaciela, lecz nie umiał wybaczyć mu tego co zrobił Francesce.
-Proszę porozmawiajmy
-Mów szybko to co masz mi do powiedzenia
Popatrzył na chłopaka dość poważnie.


Pierwsza dana przez nas szansa drugiemu człowiekowi jest wyrazem zaufania
Druga dana przez nas szansa, oznaką nadziei
Lecz kolejne, są po prostu naiwnością...

                                                                             ****

*Tymczasem w domu Leona*
Szatyn siedział na swoim łóżku i myślał o Violettcie, czuł się jakby na nowo się zakochał. Tak po prostu naszło go takie miłe uczucie dzięki któremu mógł swobodnie słuchać każdego dźwięku jakie wyda jego serce. Ten rytm skojarzył się Leonowi z pewną piosenką, aż trudno było mu się oprzeć by jej nie zagrać na gitarze. Wziął szybko instrument, i z jego ust zaczęły wypływać pierwsze słowa piosenki;

Si hay amor y nada más
No es necesario
Nada, nada más
Si hay amor olvídate
del calendario
Nada, nada más
Donde voy ahí vas
Me acompañaras
Donde vayas, iré
Y té seguiré

Hay amor en él aire acércate a mí
Apuesta por lo qué siento
Hay amor en él aire tú confía en mí
Ya ves qué no existe él tiempo
Solo él destino qué a nosotros nos unió
Para siempre

Kończy śpiewać już przy zakończeniu refrenu.  Ciągle myśli o Violettcie, i trudno mu się skupić. Poprawia lekko grzywkę i postanawia zadzwonić do ukochanej.



*W Parku*
-Ja na prawdę nie zrobiłem tego celowo, to miała być pułapka nastawiona na Leona, za pewien nie ważny zakład. Ale nagle Fran weszła na scenę i cała farba poleciała na nią.
Brunet przewrócił oczami.
-Marco, rozumiem że nie zrobiłeś tego celowo, ale nie rozumiem dlaczego jej wtedy nie pomogłeś, tylko jak to Maxi powiedział "Bezczelnie się szczerzyłeś"? -Diego uniósł głos.
-Ja uznałem że Francesca pomyśli że to po prostu wypadek, i też będzie się śmiała, ja na prawdę nie chciałem żeby to wyglądało jakbym chciał ja upokorzyć, ona później wyleciała z płaczem, a wszyscy nagle się na mnie rzucili.
-I co? Przyszedłeś mi się tutaj tłumaczyć? To Francesce powinieneś się tłumaczyć a nie mi!
Powiedział oburzony zachowaniem przyjaciela.
-Tak wiem, ale potrzebuję twojej pomocy
-Mojej co?
Zapytał zaskoczony
-Twojej pomocy.. zrozum Diego, Fran bardzo tobie ufa, może mógłbyś ją jakoś do mnie przekonać?
Brunet spojrzał na niego nie śmiale.
-Marco, ja nie będę wykorzystywał zaufania Francesci na twoją korzyść.
-Dlaczego nie?
Zapytał zdziwiony Marco.
 -Po prostu nie i koniec, sam musisz się w końcu ogarnąć i z nią porozmawiać!
-Przecież wysyłam jej smsy i w ogóle.
-Marco, jeśli ty myślisz że jakimiś esemesikami ją przeprosisz, to z tobą jest serio coś nie tak.
Powiedział Diego odchodząc. Był on załamany, nie wiedział co ma myśleć, czy nie pomógł przyjacielowi dla własnej korzyści czy może dlatego że uważa że to słuszna decyzja, nie mógł się w tym wszystkim odnaleźć. Francesca podbiła jego serce, z każdą sekundą kochał ją co raz mocniej. Jego dusza była pełna szczęścia, lecz w rozumie szczęścia zabrakło, gdyż rozum wiedział że Diego nie może odbić przyjacielowi jego miłość.


*W domu Castillo*
Ludmiła i Violetta cieszyły się sobą na wzajem, rozmawiały o przykrej sytuacji którą przeżyła Ludmiła oraz o tym jak świetnie się ze sobą dogadują.
-Ale powiedz, jesteś w stanie pójść teraz do studia? Przecież w każdej chwili możesz go napotkać.
Blondynka popatrzyła na nią zagubionym wzrokiem.
-Ach Violu, sama już nie wiem... to jest dla mnie na prawdę bardzo ciężkie. Gdy przyszedł on dzisiaj to ledwo co wytrzymywałam, ale i tak później wybuchłam, a co będzie jutro jak będę musiała go widzieć na każdej lekcji. Nie mam pojęcia jak to zniosę.
Mówi przygnębiona Ludmiła.
Nagle obie podskakują a ich serca zaczynają bić tak szybko jak ulewą krople deszczu spadają. Wystraszyły się dzwoniącego telefonu Violetty, szatynka czym prędzej zaczęła go szukać w torebce, zaraz gdy go znalazła kliknęła zieloną słuchawkę
-Halo? -Przyciszyła głos
-Witaj kochanie. -Powiedział skromnie Leon.
-A cześć.. Leon.
Ludmiła na imię Leon uniosła wzrok, i uśmiechnęła się w kierunku Violetty.
-Tak wszystko u mnie w porządku, a czemu dzwonisz? -Pyta przytulnie
-Po prostu chciałem wiedzieć czy wszystko w porządku
-Chciałeś wiedzieć czy wszystko w porządku..
Powtarza szatynka, a Ludmiła składa ręce i mówi pod nosem "Jak romantycznie". Na co Violetta reaguje śmiechem
-Coś się stało?
-Nie, nie po prostu, rozbawiła mnie Ludmiła.
-To wy razem mieszkacie?
Violetta zaskoczona pytaniem odpowiada;
-Tak mieszkamy, już od jakiś trzech miesięcy
-Chodziło mi o to że razem przebywacie
-Tak, właśnie jest u mnie.. to znaczy ja u niej.
-Jesteś u niej w domu?
-Nie, przecież jej dom to też jej dom, to znaczy..
Violetta bije się ręką w twarz i czerpie powietrza.
-Chodzi mi o to że jestem właśnie u Ludmiły w pokoju, który jest w naszym wspólnym domu i obie świetnie spędzamy czas.
-Ach, no dobrze, rozumiem. To nie będę wam przeszkadzał, dobranoc.
Szatynka się uśmiecha.
-Dobranoc
Violetta naciska czerwoną słuchawkę i odkłada telefon


*W salonie*
German niczym prawdziwy bogacz, kosztuje lampkę wina i czyta gazetę. Priscilla siada obok niego i zaczyna mówić;
-Pamiętasz ten wisiorek, który jest dla mnie taki ważny?
German przytakuje
-Dzisiaj widziałam jak Violetta go nosi, niepokoi mnie to.
German spojrzał na małżonkę z zaskoczeniem, nie za bardzo wiedział co ma powiedzieć. Nagle do salonu przychodzi Violetta i Ludmiła. Priscilla zauważając wisiorek który nosi Violetta, wstaje i mówi;
-Violetta, dlaczego ukradłaś mi naszyjnik?
Szatynka jest zaskoczona pytaniem, odpowiada...
                                                                           ****

I oto koniec 2 rozdziału :) Mam nadzieję że się podobał ;)
A w następnym;
Diego wyznaje do Francesci uczucia które krył dość długo, zobacz jak brunetka na to zareaguje!
Ludmiła i Federico toczą dość nie miłą rozmowę, co z niej wyniknie?
Camila odkrywa coś strasznego na temat Natalii, co to może być?
Wszystko w następnym rozdziale, który już 09.09




Ludzie nie płaczą bo są słabi. Płaczą bo byli silni zbyt długo.

 




Violetta wybiegła czym prędzej za Francescą ze studia, niepokoiła się o przyjaciółkę. Rozglądała się za nią gdzie popadnie, lecz po brunetce nie było śladu.

Najlepiej uciec od rzeczywistości, bo czasem tylko to pomagam nam zapomnieć o problemach 

*W studio*
-Marco dlaczego tak ją zraniłeś? Ona nie zasłużyła sobie na to w żadnym wypadku.
Mówi Camila, spoglądając na bruneta z żalem.
-Zrozum mnie Camila, ja nie chciałem jej zranić.
-To dlaczego zraniłeś?
Przerywa jemu rudowłosa, widać że nie ma zamiaru słuchać tłumaczeń Marco, bo niczym nie wytłumaczy tak upokarzającego zdarzenia jak to.
-Kochanie, chociaż go wysłuchaj.
-Nie Bordwey, a tak w ogóle to ty też brałeś w tym udział. I nie mów do mnie kochanie.
Camila odchodzi z głęboką nadzieją że jej przyjaciółce nic nie jest.

 *W Parku*
Brunetka biegła, jak najdalej mogła.
~Francesca~
Nadal słyszę ten śmiech obcych ludzi, który mnie wręcz przytłacza. Nadal czuje to okropne uczucie, zawiodła się na Marco. Nie myślałam że on może zniżyć się do takiego poziomu głupoty. Ośmieszyć mnie, a na dodatek widział jak bardzo mnie to boli, zamiast pomóc, to śmiał się wraz z resztą.
Z moich rozmyśleń wybudził mnie głos którego w głębi duszy bardzo potrzebowałam;
-Francesca. -Powiedział Diego, nie umiałam na niego popatrzeć wstydziłam się. Łzy rozmazały mój makijaż a o potarganych włosach już nie wspomnę.
-Czy coś się dzieje? - dodał.. jak ja miałam to przyjąć? Czy na prawdę się tak troszczy czy może Marco go przysłał aby mnie "uspokoić", mimo wszystko postanowiłam mu odpowiedzieć;
-Dobrze. -Skłamałam, tak naprawdę to czułam się jakby ktoś rzucił we mnie głaz, który nie daje mi wstać, a ja szukam pomocy, lecz boję się o nią poprosić. A już na pewno Diego.
-Przecież widzę że coś się dzieje, pokłóciłaś się znowu z Marco? - Pytał tak czule, ale ja nie wytrzymałam, wpadłam w furię, przecież to było jasne że Marco zadzwonił do Diego i napuścił go na mnie.
-Diego, na prawdę nie musisz już udawać, ja wszystko rozumiem że Marco to twój przyjaciel, ale ja też mam uczucia, i z tego co mi się wydaje to też jestem twoją przyjaciółką.
-No bo jesteś, Fran. -Nagle poczułam jego dotyk, złapał mnie on za rękę i spoglądał na mnie tymi lśniącymi piwnymi oczami tylko sekundę. Ale i o sekundę za długo, bo wtedy już nie bałam się mu zaufać.  -Jesteś dla mnie bardzo ważna, nawet i najważniejsza, i bez względu na to co powiedział ci Marco, wiedz że on nie ma racji. Ja cię bardzo kocham.- Nagle usłyszałam to słowo "kocham".. Co? Z kąt tu nagle mowa o miłości? Czy ja w ogóle tego chcę? Sama nie wiem, co prawda oczarował mnie on, już nie raz lecz obawiam się że jego magia nie jest wystarczająco mocna jak na moje uczucia.


*W domu Violetty*
 Priscilla zeszła do salonu i przywitała ukochanego uściskiem.
-Priscilla, sądziłem że boli cię głowa i chcesz odpocząć.
-Tak ale postanowiłam ci o czymś powiedzieć, wiedz że to bardzo dla mnie trudne.
-Śmiało przede mną możesz się odtworzyć
Priscilla uśmiecha się krzywo, po jej minie można dostrzec że jest smutna.
-Ostatnio zaginą mi wisiorek, bardzo dla mnie ważny wisiorek. A wczoraj widziałam jak Violetta wyciągała taki sam ze swojej torebki.
German był zaskoczony wyznaniem Priscilli, czy to możliwe żeby jego córka była złodziejką? Mężczyzna słuchał ukochanej z niecierpliwością.
-Uważasz że Violetta ci go ukradła?
Priscilla popatrzyła na niego z niechęcią, tak jakby chciała uniknąć odpowiedzi...


*W studio*
-Cami
-Vilu
Przyjaciółki wezwały swe imiona, podchodząc do siebie.
-Znalazłaś ją?
-Nie, gdy już wyszłam przed studio nie było jej nigdzie.
-Jeny, tak bardzo chciałabym być z nią teraz i ją przytulić.
Nagle sViolatta zauważa Leona, jej dusza tak bardzo chciała zawołać ukochanego, lecz rozum nie pozwolił nawet na niego spojrzeć. Mimo tych okrutnych słów, oboje nie umieli przestać się kochać.
-Violetta.. - Szatyn najwidoczniej już zapomniał, o całej kłótni, i swobodnie rozmawia z partnerką.
-Czy wszystko w porządku?
Pyta troskliwie
-Tak - Odpowiada niechętnie - Po prostu martwię się o Francescę, po tym co się stało, tak nagle zniknęła.
-Nie dziwie się jej, jakby mnie ktoś tak upokorzył to nie chciał bym się pokazywać. -Leon przyznaje racje partnerce, po czym otula ją ręką. Szatynka patrzy się na niego ze zdziwieniem, nie spodziewała się że chłopak tak szybko zapomni ich kłótni.
-Leon idziesz? -Pyta Andreas, po czym chłopak odchodzi wraz z nim.
-Vilu, czy ty przypadkiem nie pokłóciłaś się z Leonem?
Pyta zaciekawiona przyjaciółka, a Violetta wyglądała jakby wcale jej nie słuchała, błąkała ona po prostu gdzieś w swoich myślach.
-Violetta, słuchasz mnie?
Pyta oburzona Camila.
-Tak.. po prostu straszliwie martwię się o Fran.
Mówi zaniepokojona.
-Oj no ja też
Nagle Violettcie do głowy przychodzi pewne miejsce.
-Ej, chyba wiem gdzie jeszcze nie szukałyśmy!
-Gdzie?
-Chodź za mną.
Odpowiada szatynka i ciągnie przyjaciółkę za sobą.


*W Parku*
-Francesca, coś się stało? Nagle zrobiłaś się blada.
-Po prostu zakręciło mi się w głowie. -Tak na prawdę, to nic mi nie było, a moja blada twarz mogła być spowodowana tym że bardzo zdziwiło mnie wyznanie Diego.
-Diego, to co powiedziałeś mi przed chwilą. Mówiłeś to jako przyjaciel czy jako... -Nie umiałam dokończyć, to była krępująca sytuacja, ale dzisiaj już nie boję się żadnego upokorzenia.
-Wiesz Fran.. -Jakie słowa tłumi on w swojej duszy? Tak bardzo chciałabym je usłyszeć. -jesteś dla mnie bardzo ważne i..
-Francesca! -Nagle! Przybiegły Violetta i Camila, przytuliły mnie, tak bardzo aż nie mogłam zaczerpnąć powietrza, były bardzo mną przejęte i wysypywały mnóstwo pytań, tym samym wypraszając Diego. Chyba już nigdy nie dowiem się co tak bardzo chciał mi powiedzieć.


*Tymczasem w Domu Violetty*
Priscilla odważa się w końcu odpowiedzieć;
-Nie, na początku to o czym pomyślałam to to że może przypadkowo się on tam znalazł. Ale mimo wszystko chciałabym abyśmy dzisiaj porozmawiali z dziewczynkami, gdyż ten wisiorek jest dla mnie bardzo ważny.
-Tak jasne, na pewno wszystko się wyjaśni.
Uśmiechną się szlachetnie. Tymczasem do salonu przyszła Ludmiła, popijając herbatę.
-Mamo, przekaż wszystkim którzy będą chcieli do mnie przyjść że nie mam zamiaru z nikim rozmawiać ani nikogo oglądać.
-ale.. -dodaje kobieta, lecz córka jej przerywa.
-będę sobie leżała w ciszy i pokoju, w końcu coś chyba mogę mieć od życia. -Blondynka nie słuchając już Matki odeszła, do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. German i Priscilla patrzą na siebie zdziwieni.
-Co się z nią dzisiaj dzieje?
Pyta z myślą że German wie coś na ten temat.
-Nie wiem, dzisiaj pierwszy raz się z nią widziałem.
Kobieta przytakuje, a brunet wychodzi.


*Pokój Ludmiły*
Blondynka, odłożyła kubek z herbatą na komodę, nieopodal jej łóżka. Następnie wzięła zdjęcie, jej i Federico.
-Dlaczego muszę cię aż tak bardzo kochać? Czy nie mogę zapomnieć! -Mówiła spoglądając na zdjęcie. Następnie rzuciła je na podłogę, spadało ono tak wolno jak i Ludmiły honor, było bliskie dna. Było jej bardzo przykro po tym jak Federico stwierdził, że nie odwzajemnia jej uczuć.
Czuła ból który zapanował nad jej ciałem lecz bardziej doskwierał jej ból, który czuła wewnątrz. Ból serca i honoru. Nie chciała zapomnieć, lecz wiedziała że musi. Nieoczekiwanie blondynka usłyszała pukanie, w drzwi.
-Czego!?! - Wrzasnęła, nie umiała już wytrzymać tej furii którą trzymała w sobie już od paru dni. Jej drzwi lekko się uchyliły, Ludmiła chciała zobaczyć kto złożył jej wizytę lecz nie miała odwagi by odwrócić głowę.
-Ludmiła - Nagle ujrzawszy swą niespełnioną miłość, zaczęła płakać. Jej płacz przyprawiał Federico o dreszcze, to przez niego, dziewczyna którą na prawdę bardzo kocha, cierpi. Nie umiał sobie z tym poradzić.  -Ludmiła, chciałem z tobą porozmawiać- Blondynka złapała się za głowę, i głęboko oddychała, nie umiała wydusić z siebie ani jednego słowa. Nawet tak twarda kobieta jak ona nie umie sobie poradzić z tak silnym i bolesnym uczuciem którym jest miłość. Federico spojrzał na nią czule i złapał ją za rękę. -Ludmiła, tak strasznie cię przepraszam. Wiedz że nie chciałem cię aż tak zranić. Nie oczekuję od ciebie tego że mi wybaczysz, ale chce żebyś wiedziała że mi na prawdę bardzo na tobie zależy.
Ludmiła odgarnęła włosy, nie chciała spojrzeć na Federico lecz czuła że musi.
-Kocham cię
Popatrzyła na niego z żalem.
-Wiesz Federico, co ty sobie wyobrażasz? Że po tym wszystkim co mi zrobiłeś tak po prostu rzucę ci się w ramiona i powiem "Ja też cię kocham"? Jeśli tak myślałeś to grubo się pomyliłeś.
-Ale ja..
-Nie Federico, mam już ciebie dość, rozumiesz? Popatrz do jakiego stanu mnie wprowadziłeś! Po prostu mnie zostaw, i tyle!
Ludmiła, wreście poczuła ulgę, powiedziała wszystko co leżało jej na sercu, lecz po pozbyciu się tych rzeczy z jej serca, czuje taką pustkę.. czy jej serce jeszcze odtworzy się na miłość?
Szatyn wyszedł, bez żadnych słów nie chciał już bardziej dobijać blondynki. Nie ma już jego, nie ma tej miłości, wszystko zniknęło a ona nadal cierpi.
  


*W studio*
Brunetka, wraz z dziewczynami ośmieliła się przyjść do studia, wiedziała ze na pewno będą nie miłe komentarze na jej temat, lecz postanowiła stawić im czoła. Przyjaciółki dumne, z myślą że to dzięki nim nabrała odwagi, lecz nie, największą odwagę jak i otuchę dodał jej Diego, brunet samym tym że się pojawił, porozmawiał, nadał lepszego smaku jej dnia. Tymczasem Francesca zauważa Marco, z wielką chęcią chce do niego podejść i usłyszeć co chłopak ma jej do powiedzenia.
-Francesca.. powiedział nagle, i podszedł do brunetki.
-Co chcesz Marco? -Pyta z niechęcią.
-Czy wszystko w porządku? - Zapytał.
-Wiesz co Marco, na prawdę zaskoczyło mnie bardzo twoje dzisiejsze zachowanie. Ale nie myślałam że będziesz aż tak bezczelny, żeby normalnie  się mnie spytać "Czy wszystko w porządku". Nie Marco nic już nie będzie w porządku na pewno nie między nami, przykro mi ale już postanowiłam i zdania nie zmienię, spieszę się pa. -Francesca odchodzi, bez wysłuchania tego co miał zamiar powiedzieć jej brunet. Przyjaciółki odchodzą zaraz za nią, a Marco zostaje się sam.











A oto koniec mojego pierwszego rozdziału :) Mam nadzieję że się spodobało i zaciekawiło ;)
A w następnym;
Sprzeczka Marco i Diego. Czyżby o Francescę?
Co się stanie jeśli Violetta wtrąci się w sprawy Ludmiły?
Czy sprawa z naszyjnikiem się wyjaśni?
Następny rozdział już dzisiaj